Wish List

tagi:

30 Nov 2012 09:09

1. drewniany grzebień Body Shop

detangling-comb_l.jpg

2. zestaw zraszaczy i buteleczek do kosmetyków

zestaw-pojemnikow-na-kosmetyki-do-podrozy-samolotem-flight-bottle-set-lifeventure.jpg

3. figurka jelonka
(Home&You 19zł)

4. paleta cieni Sleek Au Naturel

sleek_-_au_naturel1.jpg

5. sweter butelkowa zieleń lub bordo z New Yorkera rozm. S lub XS

c1927-v2504-front-big.jpg

Komentarzy: 0

Mały człowiek i jego wielkie maszyny

tagi:

04 Apr 2011 17:45

Komentarzy: 0

33

tagi:

30 Mar 2011 20:43

Pustostan głów przyszłego motoru gospodarki polskiej przeraża - priorytety jednostek ograniczające się do znalezienia posłuchu w stadku niemądrzejszych lub heroiczna walka ponad posiadane zdolności, by stać się przybocznym bohaterem lidera owego stadka, są zwykłym traceniem cennego czasu. Grupa zaciemnionych owieczek warunkowo wydających westchnienia zachwytu na sygnał historii lepionej kitem…
Zbyt duże przejęcie, przyćmiewające zdrowy rozsądek i trzeźwość oceny sytuacji, może być zagładą dla grupy, której lider ma sporo chęci, lecz brak wizji, wyobraźni, zdolności strategicznego myślenia. Redundancja informacji przyćmiewa istotę rzeczy i prowadzi do utraty celu, do którego grupa zmierza. Dezinformacja jest również zgubna. Brak obiegu odpowiedniej dawki informacji dla danej grupy członków może wywołać zobojętnienie owych jednostek.
Brak stanowczości i wiary we własne zdolności przywódcze lidera, podsycane pełnymi niepewności komunikatami do członków grupy, jest otwartą bramą dla manipulatorów. Bardzo łatwo jest pokierować taką grupą z zupełnie nieuprawnionego miejsca. Zupełny brak doświadczenia lidera jest dla manipulatora okazją, do wyrobienia sobie długoterminowego kierowania grupą. Oczywiście do czasu, gdy owy niedoświadczony lider nie zdobędzie pewności siebie na objętym stanowisku i nie postanowi działać w oparciu o jedynie własne przemyślenia. Doświadczenie dowodzi, że w grupie przyszłego motoru polskiej gospodarki jest to szalenie łatwe.
Szare jednostki pozorujące przyswojenie wiedzy, to zupełne marnotrawstwo edukacji wyższej w naszym kraju. Gigantyczna choroba nieumiejętności wykorzystania wiedzy, koncepcji i teorii w praktyce staje się z roku na rok coraz powszechniejsza. Często towarzyszą jej objawy braku podejmowania prób weryfikacji "przyswajanej" wiedzy. Dotkliwe są też w okresie najintensywniejszego rozwoju choroby czynniki podsycające jej ewolucję, a mianowicie ignorancja grona pedagogicznego wobec potrzeby połączenia wszystkich obszarów wiedzy w jeden zbiór, którego podzbiory namiętnie się przenikają, nachodzą na siebie, wdają się w kopulację, tworząc podłoże pod narodziny nowych teorii i narzędzi jakie może spłodzić nauka dla gospodarki.
Egoizm…
Nihilizm…
Hedonizm…

Komentarzy: 0

Umierająca za życia legenda

tagi:

28 Jan 2011 14:21

Rodzą się na świecie jednostki wybitne i nietuzinkowe. Kierują się w życiu ideami tak bardzo różnymi od obecnie panujących, że nie potrafią dostosować się do rzeczywistości. Ich inność już w młodym wieku zmusza innych do smutnej wizji marnego końca tych jednostek. Osoby takie, nie potrafiące się przystosować, nie umiejące wykreować planu alternatywnego na życie, popadają w marazm, choć posiadały potencjał do stania się legendą. Jednak jak nisko trzeba upaść, by z idola rówieśników stać się zaszytym na odludziu cieniem człowieka, posiadającym jedyną lśniącą ideę w głowie - stanie się pierwotnym łowcą dzikiej zwierzyny, codziennie bryzganym krwią swego trofeum? Czy jest możliwe, by przyczyniła się do tego zakopana wiele lat temu w pyle przeszłości platoniczna miłość do kobiety? Czy naprawdę tak drastycznymi konsekwencjami musi się kończyć decyzja o odcięciu się od wielkomiejskiego alkoholicznego towarzystwa? Co musi dziać się w takim umyśle, by tak kurczowo łapać się dziwacznych i oderwanych od rzeczywistości pomysłów na życie? Czy faktycznie nie ma już dla takiej jednostki ratunku?
Osobiście bardzo żałuję takiego obrotu spraw… Gdyby tylko znalazł w sobie zacięcie pisarskie, z wielkim zapałem przeczytałabym taką książkę… On tak pięknie owija w bawełnę i tak ciekawe dyskusje filozoficzne ze mną prowadził :)

Komentarzy: 0

Podsumowanie 2010 roku -- plany na 2011 rok

tagi:

02 Jan 2011 09:22

Czy chcecie w to wierzyć czy nie, uważam, że Sylwester rzutuje na przyszły rok (znaczy ma wpływ na to jak nadchodzący rok będzie wyglądał). Dlatego ważne jest dla mnie, by w ostatni dzień roku odpowiednio dokładnie wysprzątać mieszkanie, portfel i zamknąć/zakończyć wszystkie zobowiązania czy to finansowe czy innego pokroju.
Zatem ostatni dzień 2009 roku przepływał w miłym nastroju do ostatniej chwili, kiedy to otwierany szampan dla dzieci nie wylał się na biały dywan moich rodziców… Analogię można zauważyć w całym 2010 roku… ale o tym później.
2010 rok zawierał wiele zmian dotyczących stylu życia i obfitował w wiele ważnych decyzji. Z mojej strony było to wyrwanie się spod opiekuńczych skrzydeł rodziców i pierwszy raz zderzenie się z prawie pełną samodzielnością (prawie pełną, bo ciężko powiedzieć, że jestem finansowo niezależna). Po raz pierwszy poczułam na własnej skórze, że ciężko jest dbać o dom i jednocześnie spędzać kilka godzin dziennie na uczelni. Ciężko było mi wyrobić jakąś systematyczność w tym wszystkim, teraz zresztą też jej nie wyrobiłam do takiego stopnia jaki bym sobie życzyła. Wakacje przyniosły dosyć przełomową w moim przypadku decyzję - po raz pierwszy chciałam zawalczyć o coś dla siebie, dlatego złożyłam ponownie aplikację rekrutacyjną na upatrzoną specjalizację. Niestety i tym razem się nie powiodło - zostałam przyjęta na inwestycje i nieruchomości. Nie jest to wielką porażką, bo i tak miałam w planach zrobienie studiów podyplomowych z tej dziedziny, żeby móc zdobyć licencję i mieć jakieś zabezpieczenie/alternatywę jeśli chodzi o wybór przyszłej pracy, ale okazuje się, że mimo skończenia II stopnia studiów na tej specjalizacji, nie będę miała spełnionych wszystkich wymagań dydaktycznych. Istnieje jedynie szansa łatwiejszego przyswojenia wiedzy, jeśli podejmę wysiłek ukończenia studiów podyplomowych. Z tego tytułu również stoi przede mną decyzja czy podejmę się 3 próby trafienia na upatrzoną 2 lata temu specjalizację. Ale przeciwko temu pomysłowi stoi niepewność czy można mieć 2-3 tytuły magistra… chyba nie, a w tym roku mam uzyskać tytuł magistra z dziedziny logistyki, więc chyba nie ma sensu tracić pieniądze na rekrutację.
Już zaczęłam z wolna opisywać plany na 2011 rok, dlatego wypada szybko kontynuować ten temat. Otóż na chwilę obecną trochę ciężko jest łączyć 2 specjalizacje bez IOSa (indywidualny tryb nauczania), dlatego też nie ma sensu szukać teraz jakiejkolwiek praktyki czy pracy, bo nie będę miała szansy się temu poświęcić, w to zaangażować. Jednak razem z lipcem, skończy się ten problem, więc już istnieje możliwość podjęcia takiej formy porównania i weryfikacji teorii w praktyce. Od jakichś 2 lat śledzę oferty pracy z zakresu ściśle odpowiadającemu mojemu wykształceniu, jak i z dziedzin pokrewnych lub odpowiadających moim plastycznym zdolnościom. Niestety większość z tych ofert wymaga od kandydata min. 2-letniego doświadczenia na podobnym stanowisku, nawet jeśli chodzi o posadę sprzedawcy w sklepie z obuwiem czy meblami. Z kolei składając aplikację na miejsca pracy, które są kierowane do studentów ostatnich lat, nie dostaję odpowiedzi zwrotnej. Zaczynam więc się zastanawiać co jest nie tak z moim podaniem? Brak dotychczasowych doświadczeń zawodowych, doświadczeń wyniesionych z praktyk, czy zbyt mała znajomość języka angielskiego? Z tych wątpliwości wynikają głównie moje plany na 2011 rok: wznowić naukę języka angielskiego, rozpocząć naukę języka hiszpańskiego albo francuskiego, znalezienie pracy/praktyki na czas (przynajmniej) wakacji i nauczenie się pisania listów motywacyjnych oraz prawidłowego przebiegu rozmowy rekrutacyjnej.
Mam nadzieję, że wydarzenia z ostatniego dnia 2010 roku nie będą aż tak silnie rzutować na obecny 2011 rok, tak jak to miało miejsce z 31 grudnia 2009 roku… bo gdyby tak było, to czeka mnie wielka rewolucja życiowa, niekoniecznie optymistyczna.

Komentarzy: 0

Słowa czy czyny?

tagi:

19 Dec 2010 19:34

W co wierzymy? W słowa czy w czyny?

Większość z nas odpowie bez zawahania, że w czyny. To one są potwierdzeniem słów, ich dowodem. Ale czy aby na pewno zawsze są odzwierciedleniem tego, co na prawdę myślimy? A słowa? Czy zawsze pozostawione "bez pokrycia" w rzeczywistości są tylko słowami rzuconymi na wiatr?

Słowa mogą być piękne i poruszać duszę dogłębnie. Czasem mogą zmusić do przemyśleń, na podstawie których decydujemy się na pewne działania. Słowa mogą być zgubne, jeśli padną na żyzny grunt tęsknoty za pięknymi słowami. Jedynym ratunkiem wtedy wydaje się być szukanie odzwierciedlenia słów w czynach. A jeśli ciężko jest o dowód ich prawdziwości? Co, jeśli nie mamy prawa wymagać cudów i jesteśmy zdani na wiarę w słowa? Czy wtedy nieuchronne są męki niepewnej duszy? Czy nie ma naprawdę innego sposobu na uwolnienie się od lawiny pytań o prawdziwość tych słów?

Chciałabym wierzyć słowom… ale ich brak jest swego rodzaju czynem, czynem milczenia. Milczenie jest zaprzeczeniem słów. Milczenie jest pikantnym kawałkiem chilli kończącym czekoladową słodkość pięknych słówek… ekstrawagancką grą w przeciwieństwa.

Niektóre wspomnienia mogą składać się tylko ze słów albo słowa mogą być dominującym elementem, bazą danych wspomnień. Takie wspomnienie dzięki słowom może być najpiękniejszym i najbardziej zdradliwym, wyimaginowanym wspomnieniem. I choć czasem czuję nieodpartą potrzebę weryfikacji, by upewnić się co do racjonalności i prawdziwości moich poglądów, to zastanawiam się czy warto pozbawiać się tej nutki magii w życiu? Jak ją kontrolować, by nie namieszała w prawdziwym życiu za bardzo? Bo przecież każdy z nas kocha te magiczne momenty, nawet jeśli zdaje sobie sprawę z tego, że to tylko kwestia hormonów lub dobrej wyobraźni… każdy marzy o życiu pełnym magii, nawet jeśli mocno stąpa po ziemi. Z tą magią jednak trzeba uważać jak z ogniem… mały może ogrzać, duży spalić żywcem.

Komentarzy: 0

Resident Evil Suite

tagi:

24 Oct 2010 06:12

Wpis nosi nazwę utworu, którym ostatnio się zasłuchuję… oczywiście pochodzi z soundtracku Resident Evil: Afterlife.

Po miesiącach leniuchowania i dziwnej potrzeby odświeżenia znajomości z czasów zamierzchłych, nadszedł czas pracy, godzenia dwóch specjalizacji, aktywnego działania w kole naukowym i utrzymywania tych odświeżonych kontaktów. Tylko czasu i chęci brakuje na pisanie magisterki :( Wizja ciągłych poprawek nanoszonych najpierw na konspekt a później na wielkie rozdziały mojej pracy i ta wizja pisania, poprawiania, pisania od nowa i tak w kółko do osranej śmierci budzi we mnie pytanie: czy warto w ogóle podejmować się współpracy z promotorem? Może lepiej kopnąć go w tyłek i pracować samemu? Albo w ogóle na dostać tytułu mgr-a w tym roku akademickim? Przecież i tak za rok będę pisać kolejną pracę… ;) No ale powiedzmy, że wizja posiadania podwójnego tytułu (skrót myślowy od: obronienia dwóch magistrów, bo tytuł będzie jeden i ten sam) jest na tyle kusząca, by moja bierna natura miała ochotę podjąć to wyzwanie. Niestety muszę jeszcze zweryfikować informację czy faktycznie obecny program studiów 2 stopnia specjalizacji Inwestycje i Nieruchomości nie odpowiada wymaganiom programowym Ministerstwa Infrastruktury co do licencji na zarządcę nieruchomościami. Tełoretycznie jeszcze 1,5 roku temu kuszono nas wizją, że na chwilę obecną wszystko jest dostosowane do takowych wymagań i wystarczy zrobić po studiach prawie 300 godzin praktyk pod okiem licencjonowanego zarządcy, by takową licencję dostać.

A teraz doniesienia z giełdy :) Po ponad rocznej przerwie wznowiłam zabawę na wortalu GraGiełdowa.pl, ponieważ taka gra zmusza mnie do interesowania się sprawami bieżącymi, nawet polityką, dzięki czemu jestem "na czasie". Po kilku miesiącach grania miałam zysk wielkości 55 tysięcy złotych, rozpoczynając grę z kapitałem początkowym 100 000 złotych. Jednakże muszę przyznać, że krach na giełdzie dużo pomógł. Ceny akcji solidnych spółek spadały na łeb na szyję, bez większego uzasadnienia - jedynym była recesja. I tak kupując chyba w lutym albo w grudniu akcje Żywca za ok. 425zł po 2 miesiącach sprzedałam je za 545zł. Ładny wynik uzyskałam też na akcjach Getinu i w miarę przeciętny na TVNie. Wykorzystując kilkudniowy kilkuprocentowy spadek cen akcji banków, w przeciągu miesiąca można było trochę zyskać. Jednak teraz jest inna sytuacja na rynku - teraz nie ma tak łatwych okazji i trzeba wykazać się wiedzą i intuicją. Na razie inwestując w Sobieskiego w chwili spadku cen do 80zł za akcję, po 2-3 dniach gry mam 3 600zł czystego zysku (wortal Gra Giełdowa wprowadził jakiś czas temu opłaty za transakcję, by zbliżyć warunki gry do realistycznych mechanizmów na GPW i tak opłata za zlecenie kupna akcji wynosi 5zł lub 0.39% wartości transakcji, dlatego gdy wartość akcji jest taka sama jak w chwili zakupu, to mamy stratę wysokości tej opłaty). Szczerze powiedziawszy nigdy nie wczytywałam się w teorie dotyczące giełdy papierów wartościowych, nie potrafię też spekulować na podstawie wiadomości o spółkach w stopniu osób zafascynowanych giełdą, ale uważam że moje techniki dają rezultaty :)

Jeszcze kilka słów o mojej innej "pasji" - zakupach! Otóż mnogość wszelkich promocji w sklepach odzieżowych przyprawia o ból głowy. Oprócz sezonowych mega wyprzedaży, z którymi jesteśmy oswojeni tylko kilka lat, dochodzą coraz częściej i na wielką skalę dwa rodzaje wielkich obniżek cen:

  • osoby zapisane do newslettera danej marki lub "lubiące" daną markę na facebooku,
  • osoby polecające małe rabaty kilku osobom mogą otrzymać duży rabat.

W chwili obecnej mogę napisać, że House prowadzi dość regularne zniżki dla tej pierwszej grupy osób, faworyzując oczywiście fejsmaniaków (osoba będąca na liście newsletterowej zwykle dostaje około 10% niższy rabat). Z kolei Esotiq próbuje zwiększyć sprzedaż za pomocą akcji "zostań ambasadorką Esotiq" i tu za namówienie do zakupu 3 koleżanek, które dostaną 20% zniżki na nieprzecenione towary, my - jako ambasadorzy - dostaniemy produkt gratis - ale uwaga! - przy zakupie jednego produktu z ich sklepu. Przecież nie ma nic za darmo drodzy ambasadorzy ;) Nie wiem czy to grupa fejsa buduje w firmach potrzebę posiadania konta na tym portalu w celu promowania marki, czy jest to poprostu świetna okazja zwęszona przez same zespoły marketingu i reklamy, ale facebook nie stał się tylko fajnym portalem społecznościowym - jest kolejnym przebiegłym narzędziem marketingowców, by nas związać i przywiązać do marek na stałe! Problem w tym, że wraz z mnogimi akcjami zniżkowymi same ceny produktów powindowały w górę i moi drodzy - kupujemy defacto ciuchy w podobnej cenie jak jeszcze dwa lata temu. Jedyna różnica jest taka, że uważamy się za tak bardzo "special", że postrzegamy te ceny jako super okazję.

To chyba na tyle z wypisania wszelkich oczywistości frapujących mnie od pewnego czasu lub z opisu mojego stanu życiowego (patrz: drugi akapit, jeśli w ogóle są jakieś akapity ;p).

Komentarzy: 1

Past

tagi:

01 Aug 2010 11:58

Mam za dużo czasu wolnego, a mimo to mam tyle rzeczy do roboty! Zajrzałam w głąb siebie… dawnej siebie. Tak dużo się zmieniło! Brakuje mi tamtych płodnych czasów. Codzienność zabiła tamtą iskierkę we mnie :(

Komentarzy: 0

Informator toruński...

tagi: informator toruń windows

31 Oct 2009 18:21

29-09-09_1802.jpg
29-09-09_1801.jpg
… windowsowsko niezawodny.
(nie dało się już z niego skorzystać)

Komentarzy: 0

Związki małżeńskie

tagi:

06 Oct 2009 13:47

Całkiem niedawno doszłam do paru wniosków i kilku spostrzeżeń. Obserwując pewne świeżo upieczone małżeństwo Pani Zarządzanie i Pana Informatyka, doszłam do wniosku, że tego typu związek niesie ze sobą obupulne korzyści. Pan I, jeśli nie zajmuje się projektowaniem stron internetowych, najpewniej programuje różnego typu programy. W głównej mierze odbiorcami tych programów są przedsiębiorstwa. Przedsiębiorstwa poszukują oprogramowania, które ułatwia im wykonywanie prac księgowych, rozliczeniowych, tudzież logistycznych. Toteż Pan I może zaczerpnąć fachowej porady u Pani Z, gdyż ta dysponuje przynajmniej ogólną i teoretyczną wiedzą rachunkowo-zarządczą. Z kolei Pani Z czerpie głównie korzyści z takiego związku w sprawach sprzętowo-informatycznych. Pan I chętnie doradzi, który laptop kupić, a w sytuacji awaryjnej przyjrzy się wnętrzu komputera by ten na powrót zaczął działać. Dodatkowo, jeśli Pani Z chciałaby związać swoją karierę zawodową z e-biznesem, nie miałaby lepszego źródła informacji na starcie jak u Pana I. Zdaje się też, że obojga łączy też umiejętność logicznego myślenia, choć gdyby przyjrzeć się koleżankom Pani Z, możnaby pokusić się o obalenie tej tezy.
Wypowiadając ustnie swoje obserwacje na temat związku Pani Z z Panem I, dostałam w odpowiedzi przykład Pani Zarządzanie i Pana Filologa. Te połączenie przemawia do mnie mniej, gdyż współpraca między dwojgiem jest chyba rzadsza i mniej intensywna. Pani Z uważa, że sporą korzyścią jest możliwość sprawdzenia poprawności językowej pisanego podania tudzież dokumentacji w obcym języku. Z kolei Pan Filolog jakie miałby czerpać korzyści? Chyba tylko porady fachowca podczas tłumaczenia publikacji z zakresu ekonomii. Czy są jakieś inne korzyści takiego połączenia?
Oczywiście związki nie są budowane na podstawie korzyści, jakie jedna strona może dać drugiej i na odwrót.

Pozostając przy rozważaniach na temat związków, zastanawiają mnie kryteria wyboru drugiej połówki w czasach dzisiejszych i tych przeszłych. Ostatnio miałam okazję usłyszeć kilku historii pewnych małżeństw i nie sposób było oprzeć się wrażeniu, że wisiała nad nimi jakaś klątwa. W jednym małżeństwie mężczyzna1, zaradny i pracowity, utrzymywał całą rodzinę, często pracując w dwóch różnych miejscach. W tym czasie kobieta1 miała opiekować się dziećmi i dbać o ognisko domowe. Jednak żona1 od zawsze lubiła towarzystwo i dobrą zabawę, więc gdy tylko mężczyzna1 wychodził na tzw. "nockę", kobieta1 przepijała jego wypłatę w klubach razem z nowopoznanym tego wieczoru towarzystwem. Małżeństwo trwało do chwili, gdy mężczyzna1, wróciwszy niespodziewanie z nocki, zastał swoją żonę w łóżku z innym mężczyzną oraz z kobietami pijącymi wódkę w tym samym pomieszczeniu.
Była też kobieta2, która pracowała i zajmowała się domem, w czasie gdy jej mąż mężczyzna2 oddawał się swojemu alkoholowemu nałogowi. Pewnego dnia kobieta2 nie wytrzymała ekscesów męża, który przepijał ich majątek, i z chwilą usamodzielnienia się dzieci, odeszła.
Kobieta2 i mężczyzna1 spotkali się na swojej drodze. Oboje umęczeni i pozbawieni możliwości "dorobienia się w życiu". Nie zrealizowali marzeń wybudowania własnego domu. Nie utrzymali nawet swoich własnych pięknych mieszkań. Jednak w imię spokoju i, w końcu, szczęśliwego egzystowania, zdecydowali się zamieszkać razem w małej kawalerce. Żyli tak 11 lat, póki śmierć ich nie rozłączyła.
Kobieta1 wyjechała do Włoch, gdzie swoje losy związała z mężczyzną3, który sponsorował jej zabawę. Mężczyzna2 z kolei piękne mieszkanie zostawione mu przez żonę zamienił w noclegownię dla bezdomnych. W efekcie został eksmitowany.
Czemu musiało do tego dojść? Dlaczego dwojgu ludzi nie dane było spełnić ich własnych małych marzeń? Czy to sposób dobierania sobie partnera życiowego w owych czasach czy może drugie strony taiły swoje demony do czasu ślubu?
Dawniej powszechne było szybkie ślubowanie. Mężczyzna kochał i adorował, więc póki namiętność rozmydlała obraz, zaręczano się i organizowano ślub. Skutki były różne, ale ilość historii żon alkoholików czy mężów gnuśnych kobiet, które zalewają nas ze wszystkich stron, jest przerażająca. W owych czasach również zdarzają się szybkie śluby, ale nie są one w takiej przewadze procentowej, jak dawniej. Kiedyś nie mieszkano ze sobą przed ślubem, a dziś jest to dosyć powszechny proceder. Pary chcą się upewnić czy potrafią uporać się z problemami dnia codziennego. Obecne pokolenie widać odrobiło pracę domową i wyciągnęło wnioski z przypadku swoich rodziców, tudzież rodziców koleżanek czy kolegów. Czy mimo przezorności obecnego młodego pokolenia, nie zmierzamy ku nieznanym nam wodom problemów w związkach?
Powstał kiedyś reportaż o schemacie rodziny w Holandii. Łatwość uzyskania rozwodu doprowadziła do sytuacji, gdzie dzieci posiadają wiele sióstr i braci, których słabo znają, gdyż jest to rodzeństwo z kolejnych małżeństw rodziców. Holenderska młodzież nie narzeka na liczną rodzinę. Mimo to tak skomplikowane relacje rodzinne są postrzegane jako problem. Jako winowajcę przedstawiono łatwość w uzyskaniu rozwodu. Czy jest jednak jedyny winowajca? Może to mentalność holendrów nie pozwala im na ostrożność w doborze partnera życiowego?
Obserwacja tej sfery życia jest dosyć skomplikowana i obarczona błędami. Nie każdy z nas ma okazję poznać cały wachlarz przypadków i historii małżeńskich, ani też w pełni trafnie wyciągnąć wnioski bez udziału doświadczenia życiowego, jakim dysponuje. Percepcja jest różna u każdego.

Komentarzy: 1

page 1 of 41234next »
Unless otherwise stated, the content of this page is licensed under Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License