Gwiezdne juwenalia.

tagi: juwenalia

1242323522|%e %b %Y, %H:%M %Z|agohover

Nie znam historii toruńskich juwenaliów, bo nim studentką się stałam na juwenalia nie chadzałam, jednak w trakcie 3-letniego doświadczenia muszę przyznać, że tegoroczne są słabe, oczywiście pod względem atrakcji muzycznych. Niby było Pogodno i niby ma być Indios Bravos czy Akurat, może wystąpi Hey, ale reszta? Reszta jest mi w pełni nieznana, nawet z nazwy. W poprzednich edycjach wszystko było skumulowane w 3 dniach obchodów, więc codziennie znalazło się 1-2 propozycje, dla których warto było pojechać na drugi kraniec miasta. Niestety w tym roku raptem co drugi dzień planuję pojawić się w miasteczku akademickim wieczorową porą. Rozumiem ideę 6 epizodów Gwiezdnych Wojen = 6 dni obchodów, ale warto by było zapewnić ciekawą ofertę dla każdego studenta na każdy z 6 dni. Wiem, że nie można oceniać dnia, nim się nie skończy, ale przyznać trzeba, że perspektywy są marne.
Pozytywnym aspektem było zbieranie datków na ulicy. I tu muszę podziękować kierowcom, za zrzutkę na moją dwuletnią karę w bibliotece. Dzięki Wam mogę wypożyczyć do domu książki potrzebne przy pisaniu mojej pracy licencjackiej. Mogę je czytać w wannie lub w łóżku, pijąc herbatkę, czyli tak jak lubię najbardziej. W imieniu mumii dziękuję za zrzutkę na sarkofag i 0,0000000000000002 piramidy, a w imieniu zombie za środki na zakup nerki na czarnym rynku od 60-letniej denatki i na zakup płuca od 7-letniej krowy.
Jak co roku w czasie juwenaliów przypada święto biblioteki. W tym roku studenci mogli wziąć za darmo książki wystawione w holu Biblioteki Głównej. Oczywiście nieomieszkałam zabrać cieniutkich książeczek o zapewne bzdetnej treści, po francusku, z których albo przy pomocy których mam zamiar uczyć się francuskiego. Szczególnie cieszy mnie pozycja pt.: "LE DEVELOPPMENT DO SYSTEME FINANCIER DES ENTREPRISES D'ETAT EN POLOGNE", która powinna być bliska moim zainteresowaniom.
Czas się zbierać na koncerty, póki jeszcze juwenaliowy dzień trwa.

Komentarzy: 0

Długi majowy weekend.

tagi:

1241436621|%e %b %Y, %H:%M %Z|agohover

Kolejna notka o niczym albo, jesli ktoś woli, o wszystkim.

Długi weekend był trochę szalony, trochę leniwy, ale co najsmutniejsze totalnie nieproduktywny. Zaczął się już w czwartek krótkim przebłyskiem o godzinie 6 rano: "Spaaaać. Nie idę na ćwiczenia!". Była to dosyć genialna myśl, gdyby nie to, że okazja, jaka wiązała się z tymi wagarami, została w pełni zaprzepaszczona (nie oszukujmy się, że przywiązuję jakąkolwiek wagę do obecności na ćwiczeniach). Z postanowieniem intensywnej pracy intelektualnej, która przybliżyłaby mnie do czerwcowego celu, odpaliłam mój archaiczny sprzęt i zabrałam się do przelania mojej wiedzy z zamysłem osiągnięcia magicznej liczby 7 stron przyrostu mojej pierwszej prawdziwej twórczości literackiej. Oczywiście w wieczornym podsumowaniu, oprócz kilkugodzinnych negocjacji z Moim Lubym oraz rodzicami, znalazła się tylko jedna jedyna skromna stronica. Następnego dnia posłusznie ze spuszczoną głową wstawiłam trzy minusy w trzy kwadraciki na liście pod datą 30 kwietnia 2009. Był zatem już 1 maja - Święto Pracy, które postanowiłam uczcić mocnym postanowieniem poprawy. I jak myślicie? Udało mi się postawić choć jednego plusa przy którejś z trzech pozycji planu na pierwszy dzień miesiąca matur? Tu Was zaskoczę - jeden plus się pojawił. Niestety tylko przy pozycji sprzątania miaszkania. Godzina 19-ta minut bodajże 20 pojawił się mój Książę na białym koniu i po herbatce leniwie ruszyliśmy na miasto. Wczesny powrót postanowiłam nadrobić skromną puszką Reds'a. I dzięki Bogu, że go miałam w torebce, bo po powrocie okazało się, że pode mną odbywa się głośna impreza. W samotności sączone "piwko" szybko mnie znużyło, dzięki czemu następnego dnia miałam sporo motywacji do działania. Szkoda tylko, że tego dnia nie miałam w planach pracy twórczej, bo trudno nazwać taką sprzątanie, zakupy i grillowanie. Sobotni maraton zakończył się winkiem i czytaniem przewodnika po Chorwacji. Ostatni dzień majowego weekendu też nie był produktywny. Rozpoczął się od kawki na tarasie z sąsiadką, potem przyjazdem gości na imieniny Mamy, potem był dosyć pośpieszny obiad i powrót do domu po godzinnej sieście. A w Toruniu obowiązkowy prysznic, tony balsamu aplikowane na pierwszą opaleniznę tego roku oraz walka z wieczornym zmęczeniem. Bilans weekendu? 2-3 strony. Marnie, ale dziś też jest dzień.
Jak widać na załączonym "obrazku", planowanie wychodzi mi całkiem podobnie jak jego brak. Może więc nie warto marnować długopisu na stronicach kalendarza i warto oddać się wewnetrznej spontaniczności?

Komentarzy: 2

Mój własny zmierzch.

tagi:

1240144344|%e %b %Y, %H:%M %Z|agohover

Od początku tygodnia narażona byłam na atak zarazków. I oto się stało. W czwartek poległam. Początkowo dokuczał mi zatkany nos, ale następnego dnia od rana w najlepsze kaszlałam. Nie pozostało mi nic innego jak pozostać tego dnia w łóżku. Aby spożytkować moją nieobecność na wydziale, wzięłam się do pisania pracy. Jednakże mocno otępiona niedotlenienim mózgu poddałam się. Pozostałam przy czytaniu. Tworzenie mi kompletnie nie wychodziło. A że byłam świeżo po obejrzeniu Twilight i w posiadaniu e-booka, całkiem naturalnie dałam się wciągnąć w porównywanie fabuły filmu z akcją w książce. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu w filmie wymieszano wszystkie książkowe wątki, przez co film był bardziej dynamiczny. Książka natomiast dosłownie obnarza wszystkie uczucia, które targały Edwardem. Ale może przedstawię najpierw Bellę. Bella jest główną bohaterką, narratorem książki. Jak na nastolatkę przystało w żenujący czasem sposób podnieca się każdym słowem i gestem Edwarda - jej obiektu uczuć. I gdyby nie wyjątkowość Edwarda, byłoby to proste romansidło dla nastolatek. Ale autorka wykazała się minimum kreatywności i stworzyła Edwarda - wampira, który żyje z jeszcze szóstką innych wampirów. W przeciwieństwie do innych książkowych wampirów, Cullenowie, bo tak nazywała się ta nietypowa rodzina wampirów, żyją jak normalni ludzie w ciągu dnia. Oficjalnie adoptowane dzieci chodzą do szkoły, a ich ojciec jest chirurgiem w miejscowym szpitalu. Jak to możliwe? Dotychczas przyzwyczailiśmy się do wampirów unikających promieni słonecznych jako skutecznego środka ich unicestwienia. Stephenie Meyer jednak przedstawiła nam wampirów jako stwory, które w świetle dziennym iskrzą się jak brylanty i to z powodu tej cechy ich fiziczności unikają kontaktu z ludźmi za dnia. Jednak rodzina Cullenów bardzo szanowała ludzi i chciała z nimi obcować, dlatego przenieśli się do najpochmurniejszego stanu w całej Ameryce. W małym miasteczku wszyscy przywykli do nieobecności Cullenów w czasie słonecznych dni, przekonani, że są fanatykami wycieczek i korzystają z każdego ładnego dnia, by oddać się swojemu ulubionemu zajęciu.
Wracając do fabuły książki, Bella i Edward przeżywają swoją pierwszą i na dodatek odwzajemnioną miłość. Autorka aż do przesady próbowała opisać jaką wagę dla bohaterki mają wszystkie małe gesty, stres, który jej towarzyszył, gdy miała za chwilę usiąść w jednej ławce z obiektem swoich uczuć, oraz wewnętrzną walkę nastolatki, która nie wie co może, co jej wypada, a czego by naprawdę chciała. Osobiście tego typu 'przemyślenia' wywołują we mnie silne uczucie żenady i chęć zakończenia czytania. Jednak w tym wypadku lektura ta bardziej mnie wciągała niż odpychała. Zapewne w głównej mierze była to zasługa samego Edwarda. Bardzo kulturalny, czuły i miejscami niepohamowany. Ideał, nie tylko dla nastolatek. Każda marzy o chłopcu, przy którym będzie się czuć jak księżniczka, szarmanckim, ale i szalonym, która ma nie jedno za uszami. Bardzo uroczy bohater zauroczy w sobie chyba każdą czytelniczkę. Ale to nie jedyna rzecz, która mnie wciągnęła. Nie była też nią chęć wnikliwszego poznania dialogów, które w filmie nie były dla mnie w pełni 'czytelne'. Było coś jeszcze. Coś bardzo osobistego, a mianowicie podobieństwo początków związku głównych bohaterów z moim osobistym. Jakbym przeżywała tamte chwile na nowo. I te typowe dla nastolatki dylematy :) Wiem, że miałam wielkie szczęście spotkać mojego Edwarda na początku mojej drogi i za to będę wdzięczna do końca… za mojego Edwarda nie-wampira :)
A sama książka? Cóż… "połączenie romansidła i horroru dla nastolatków"

Komentarzy: 1

Fiołkowa sukienka

tagi: cypr sukienka zaręczyny

1238594981|%e %b %Y, %H:%M %Z|agohover

Słoneczny pierwszokwietniowy dzień zaowocował realizacją warszawskiego marzenia - kupnem fioletowej sukienki. Jednak to piękne wydarzenie przyćmiły Piotrowe drugie oświadczyny. W środku mojej ulubionej toruńskiej galerii Mężczyzna Mojego Życia niespodziewanie uklęknął i otworzył czerwone pudełeczko. W nim połyskiwał przepiękny pierścionek zaręczynowy z brylantem. Byłam zaskoczona. Żeby tego było mało, Piotrek kupił mi cudowne fioletowe buty Valenzia. Sprawił mi tym ogromną radość, gdyż jestem fanką soczystych kolorów i połyskującej skórki tej marki obuwniczej. Tak więc dzień był jednym z najpiękniejszych w moim życiu. Zrodził się w mej głowie piękny plan, zainspirowany dziesiejszymi wydarzeniami i jak tylko wrócę z Chorwacji na początku sierpnia, jedziemy z Piotruchem na Cypr. Olać studia! Będziemy ninja na Cyprze :) A od tygodnia pracujemy nad potomkiem, więc możecie zacząć zbierać kasę na szatańskie chrzciny małego/małej (choć wolimy małego).
Amen.

edit
Oczywiście żarty żartami, ale sukienkę i tak kupiłam ;p

Komentarzy: 0

Wiosna

tagi: biż ekonometria wakacje wiosna

1238532052|%e %b %Y, %H:%M %Z|agohover

Jakże dopasowana byłam do stylu życia Pani Zimy! Musiałam się dziś przymuszać by iść dalej i jeszcze dalej w ramach pierwszego wiosennego spaceru z psem. Ja! Fanka długich spacerów z nadzieniem z ciekawej rozmowy. Mmmmm… Nadszedł czas ponownego rozsmakowania się w tym co dobre dla duszy i ciała.
Tymczasem wietrzę pokój przed snem już kolejną godzinę, zasłuchuję się lunatyczną muzyką, układam plany na wakacje i zaczytuję się w najnowszym nabytku (choć aż tak bardzo nowy to on nie jest). Przez te marzenia i plany rodzą się tęsknoty. I tak zrodziły się w głowie myśli, że już dawno nie robiłam biżu. Trochę mi głupio, że tak się rozgłaszało to, a teraz jest tak cicho (w sensie braku powiewów świeżości w postaci nowych prac). Mam postanowienie realizacji wszystkich pomysłów latem, gdy będę siedzieć sama w domku czekając na Piotrka, aż skończy pracę.

Wspólny wniosek (bo mój i Agnieszki) z ostatnich dni: co my wiemy o ekonometrii!? Tak pięknie jest rozległa ta dziedzina, że można chyba jej poświęcić całe życie i się nią nie zanudzić. Pytanie tylko czy jest to aby na pewno moja dziedzina. Pewnie okaże się po wakacjach.

Komentarzy: 2

Granice...

tagi: refleksje

1237840212|%e %b %Y, %H:%M %Z|agohover

Czy chcąc poprawić komuś samoocenę, możemy mu zaszkodzić? Czy wzrost jej oczekiwań, które przekraczają granice jej zdolności, mogą wpędzić ją w jeszcze niższą samoocenę niż poprzednio?
(pytania z kategorii projekcji osoby trzeciej)

Trochę podcięte skrzydła mam.

Komentarzy: 0

Warszawski weekend.

tagi: koncert opeth warszawa weekend

1237677193|%e %b %Y, %H:%M %Z|agohover

Niby weekend się jeszcze nie skończył. Niby jeszcze niedziela. Ale dla mnie, to już koniec atrakcji. Był sobie plan obejrzenia budynku TVNu (nie pytajcie czemu akurat tvn, bo nie jestem w stanie na tego typu pytania odpowiedzieć) i był też plan obejrzenia łazienek, lecz oba legły trochę w gruzach (dokładniej zostały odroczone). W efekcie przespacerowaliśmy się po wietrznym wilanowskim parku i zapoznaliśmy się w trakcie 4 godzin z 1/3 butików w Galerii Mokotów. Później już był tylko koncert. I tu należy wspomnieć, że o mały włos byłabym na koncercie Opetha, wcale Opeth nie ujrzawszy na scenie. Jak to możliwe? Otóż okazuje się, że byłam jedną z najniższych osób! Nawet dziewczęta stojące obok stwarzały zagrożenie złamania mojego nosa z powodu nieostrożnego wyjęcia telefonu komórkowego z kieszeni. Dzięki kilku sprzyjającym okazjom i umiejętności stawania na palcach ujrzałam prawie cały zespół, a raczej głowy prawie całego zespołu. Później to już było hakerstwo i ćwiczenie orientacji w terenie. Buziaki dla przewodnika. Martuch.

Komentarzy: 1

W marcu jak w garncu.

tagi: dzień_mężczyzn marzec studia

1236763422|%e %b %Y, %H:%M %Z|agohover

Mamy marzec, ciekawy marzec. Z rzadka raczy nas ciepłymi promieniami słońca, w nadmiarze dając nam szarą słotę. Marzec to bardzo pracowity miesiąc dla Martucha, który musi dobrze wykorzystać. Po pierwsze gonią ją terminy, a po drugie sama woli słoty przesiedzieć przy biurku niż np. kwietniowo-majowe słoneczko. Kwiecień trzeba będzie poświęcić na powtórki, maj na egzaminy, a czerwiec na ostateczny sprawdzian. Martuch marzy, by każde z tych założeń się sprawdziło, ale jest też rasową pesymistką, która woli prognozę niedoszacowaną niż przeszacowaną. Dlatego Martuch żłopie kawę i wpada w panikę, by dobrze zmotywować swoje ospałe ciało oraz przywołać na ziemię rozmarzony wspomnieniami i planami na tegoroczne lato umysł.
Z tego miejsca Martuch pragnie pozdrowić wszystkie leniuchy, które liczą na cud napisania pracy licencjackiej w kilka pięknych słonecznych dni i obronę przed sierpniowo-wrześniowymi rozmowami kwalifikacyjnymi.
Martuch chciałby przesłać gorące buziaki swoim natchnieniom, które motywują ją do m. in. kontynuacji nauki języka nie całkiem jej obcego, mocno ją w tej nauce wspierając.
Kończąc ten wynaturzony zapis, Martuch pragnie pozdrowić wszystkich wczorajszych solenizantów, którzy nie tylko są w posiadaniu męskiego przyrządu i paru kilo mięśni, ale również posiadają umiejętność sadzenia drzew, budowania domu (i nie chodzi tu o domek z kart) i płodzenia synów, bo o tych warunkach męskości zwykło się mówić w naszej kulturze.
Osobne pozdrowienia należą się mojemu jedynemu czytelnikowi, który pomimo niespłodzenia (dzięki Bogu!) dziecka, wybudowania domu i zasadzenia drzewa, jest dla Martucha najwspanialszym osobnikiem płci przeciwnej w całym świecie :)

Komentarzy: 2

Upływ czasu

tagi: czas refleksje

1236204806|%e %b %Y, %H:%M %Z|agohover

Gdy miałam 10 lat rok szkolny ciągnął się w nieskończoność, a koniec wakacji wypełniały marzenia o szkolnych podróżach po krainie wiedzy. Gdy miałam lat 20 zaczął mnie zaskakiwać coraz szybszy upływ czasu. Ani się obejrzę a już minęła kolejna miesięcznica, kolejna rocznica. Gdy myślę o odczuwaniu upływu czasu w wieku 80 lat, moja wizja mnie przeraża. Lata nie będą już odczuwalne jako miesiące a jako dni. Nie zdążę zauważyć kiedy w mojej garderobie zaczną dominować przydatne stroje w kolorze czarnym, bo co chwila trzeba będzie chodzić na pogrzeby przyjaciół i znajomych (pomijając już rodzinę). Czy jest jakaś recepta by spowolnić czas? Może wystarczy tylko leżeć całe dnie pod drzewem i patrzeć w niebo?

Komentarzy: 1

Póki nie wyjedziesz...

tagi:

1235585747|%e %b %Y, %H:%M %Z|agohover

… nie wiesz, że kochasz być co chwilę w innym zakątku świata.

Komentarzy: 3

Jeśli nie zaznaczono inaczej, Zawartość tej strony dostępna jest na licencji Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License